czwartek, 14 lutego 2013

Ech, ci dzicy przewodnicy.



Kiedy stara艂em si臋 zosta膰 przewodnikiem i intensywnie uczestniczy艂em w kursie, patronowa艂a mi ca艂y czas moja kole偶anka, starsza ju偶 sta偶em (ale nie wiekiem). Spotykali艣my si臋, 偶ebym m贸g艂 wypyta膰 o szczeg贸艂y dotycz膮ce czekaj膮cego mnie egzaminu. Ona za艣 cierpliwie wyja艣nia艂a mi zawi艂o艣ci zwi膮zane z histori膮 naszego miasta. Jako艣 pewnego dnia, rozmowa zesz艂a na zamek stoj膮cy na wzg贸rzu.  Zapyta艂a mnie wtedy czy wiem sk膮d si臋 wzi臋艂y te topory na szczycie bramy. Oczywi艣cie przytakn膮艂em, bo to wie chyba ka偶de dziecko w mie艣cie. Ona za艣 zacz臋艂a mi opowiada膰 j膮 przygod臋 mia艂a z onymi toporami. Siedzia艂a kiedy艣 przy d艂uga艣nych schodach i czeka艂a na swoj膮 grup臋. Autokary podje偶d偶a艂y, ale 偶aden nie przywi贸z艂 jej turyst贸w. Oczywi艣cie musz臋 doda膰, 偶e my mamy taki zwyczaj, 偶e jeste艣my „oznakowani”, albo identyfikatorem, albo odznak膮 przewodnick膮 albo i jednym i drugim. Wiedzie膰 bowiem wszystkim trzeba, 偶e nasze miasto jest jednym z bodaj 10 miast wydzielonych spod og贸lnego oprowadzania i t臋 us艂ug臋 w naszym mie艣cie mog膮 wykonywa膰 tylko licencjonowani przewodnicy, tacy jak my.
Na placu pojawi艂a si臋 kolejna grupa, ale te偶 nie by艂a to grupa oczekiwana przez kole偶ank臋, wi臋c z nud贸w zacz臋艂a si臋 przys艂uchiwa膰, co te偶 m贸wi jeden z tak zwanych "opiekun贸w grupy" z niedalekiego miasta wojew贸dzkiego o tym naszym kochanym i starym grodzie. Nagle jeden z uczestnik贸w bezceremonialnie zapyta艂 si臋 go:
- „Prosz臋 pana, a co to s膮 za topory na tym zamku?”
- „To herb pana tego zamku.” – bez zaj膮knienia odpowiedzia艂.
Tego ju偶 moja kole偶anka nie zdzier偶y艂a, bo przecie偶 to 偶aden J.I. Kraszewsk, tylko symbol wi臋ziennictwa carskiego. Podesz艂a do owego "pilota" i zaproponowa艂a mu (m贸wi膮c przy tym, do ca艂ej grupy), 偶e ona ma chwilk臋 czasu wi臋c mo偶e opowie wszystkim prawdziw膮 histori臋, zamiast tych wymy艣lonych przez dyletanta.
Ch艂opaczyna poczerwienia艂 ca艂y i natychmiast – jak m贸g艂 najszybciej – znikn膮艂 z grup膮 w zamku.
Ciekawy jestem, czy tam te偶 opowiada艂 r贸wnie „ciekawe i prawdziwe” historie jak ta z toporami.
Od tamtej pory nie lubi臋 tzw. „dzikich przewodnik贸w”, co wiedzy maj膮 tyle co brudu za paznokciami, za to aspiracje wielkie jak m艂y艅skie ko艂o.




wtorek, 12 lutego 2013

Si艂a przyzwyczajenia.



Dosta艂a mi si臋 grupa nauczycielek. 艢liczne, zgrabne i.... gadatliwe. Oj, b臋d臋 si臋 mia艂 z pyszna, je艣li tak b臋d膮 gada艂y. Jednak nie, kiedy zacz膮艂em swoj膮 opowie艣膰 zapanowa艂a cisza. Snu艂em wi臋c opowie艣ci o pocz膮tkach miasta, pokazuj膮c co chwilk臋, najwa偶niejsze i najstarsze jego elementy. Owszem nie powiem, zaciekawienia by艂o spore. Weszli艣my na dziedziniec zamkowy, poniewa偶 chcia艂em troszk臋 kr贸lewskiej historii miasta pokaza膰. Zd膮偶y艂em wyci膮gn膮膰 r臋k臋 wskazuj膮c na kaplic臋 zamkow膮, a tu jak przys艂owiowy grom z jasnego nieba zlecia艂 na mnie grad pyta艅:
- „A z jakiego to wieku?”
- „ Czy by艂 tu kr贸l?”
- „Jaki to okres architektoniczny?”
- „Czemu tam wej艣cie jest na g贸rze?”
Prze艂kn膮艂em 艣lin臋, uk艂adaj膮c odpowiedzi na pytania w kolejno艣ci ich zadawania i zacz膮艂em swoj膮 opowie艣膰. Kiedy sko艅czy艂em dok艂adnie omawia膰 贸w zabytek, zupe艂nie nieopatrznie i zupe艂nie odruchowo pokaza艂em studni臋 na dziedzi艅cu zamkowym i.... zn贸w mnie dopad艂 grad pyta艅 wszelakiej ma艣ci z zapytaniem o toalet臋 w艂膮cznie. Podobnie jak za pierwszym razem odpowiadaj膮c na zadane pytania, opowiedzia艂em histori臋 studzien miejskich.
Kiedy zosta艂 mi ostatni obiekt do pokazania postanowi艂em zastosowa膰 zupe艂nie inn膮 metod臋. Rozpocz膮艂em od pocz膮tku dzieje onej baszty, co na dziedzi艅cu stoi, trzymaj膮c tym razem r臋ce przy sobie i niczego nie pokazuj膮c, nauczycielki za艣 ju偶 nie rzuca艂y gradu pyta艅, tylko jak na komend臋 zacz臋艂y sobie pokazywa膰 t臋 budowl臋. „A to tak to dzia艂a” – pomy艣la艂em i ju偶 dalej problem贸w 偶adnych nie by艂o.
Przyzwyczajenie jest jednak drug膮 natur膮 cz艂owieka.
Przypomnia艂 mi si臋 tutaj dowcip o pewnej pani, kt贸rej komentator sportowy zada艂 nast臋puj膮ce pytanie:
- „Czy nie przeszkadza pani, 偶e mieszka pani blisko stadionu?”
- „Nie, nie,         nie nie nie nie” - wyskandowa艂a po „kibicowsku” owa matrona.




poniedzia艂ek, 11 lutego 2013

But turystki


 Podczas wycieczki, wysiadaj膮c z autokaru, sw贸j pierwszy krok postawi艂a na tej kratce i tak ju偶 zosta艂a... Na szcz臋艣cie w autokarze by艂 zestaw narz臋dzi i przy ich pomocy but zosta艂 odzyskany. 



Zawsze musi by膰 ten pierwszy raz



Kiedy pilot wyrusza w tras臋, musi si臋 do niej dobrze przygotowa膰. Nie chodzi tylko o opanowanie materia艂u z zakresu odwiedzanych miejsc. Przecie偶 po drodze mo偶na mija膰 tyle ciekawych obiekt贸w. Trzeba przewidywa膰 wszystko, nawet to, czego si臋 przewidzie膰 nie da. A n贸偶 si臋 zdarzy, 偶e kto艣 co艣 s艂ysza艂 o nieodleg艂ej miejscowo艣ci i b臋dzie zadawa艂 niewygodne pytania. Mo偶e si臋 te偶 tak zdarzy膰, 偶e tu偶 przed wyjazdem trasa zostanie zmieniona. A wtedy nie ma „zmi艂uj”. Trzeba zacisn膮膰 z臋by i zacz膮膰 przygotowania od pocz膮tku.
Od czego s膮 zbierane przez lata przewodniki, ulotki, mapki i do艣wiadczenia koleg贸w.
Zaraz na pocz膮tku mojej kariery pilockiej, przytrafi艂a mi si臋 taka przygoda. Zlecenie - trasa cz臋sto odwiedzana, jednak niemal w ostatniej chwili zmieniono troch臋 plany i na koniec wycieczki mieli艣my zajecha膰 do jeszcze jednej ma艂ej miejscowo艣ci, kt贸rej do tej pory, przyznam si臋 szczerze, nie mia艂am okazji odwiedzi膰. Zosta艂 mi jeszcze jeden dzie艅, a to do艣膰 du偶o. Zacz臋艂am przeszukiwa膰 materia艂y. Znalaz艂am mapki, histori臋 i dodatkowo kilka ciekawostek o odwiedzanych po drodze miejscach i ruszy艂am w tras臋.
Miejscowo艣膰 do艣膰 ma艂a, cztery ulice na krzy偶. No mo偶e jednak z pi臋tna艣cie. Z reszt膮 w centrum sta艂 wielki ko艣ci贸艂, powinien by膰 punktem orientacyjnym, wi臋c nie martwi艂am si臋 o to czy tam trafi臋.
Jakie偶 by艂o moje zdziwienie, kiedy w ko艅cu trafili艣my do tej miejscowo艣ci i okaza艂o si臋, 偶e ca艂e miasteczko jest zaro艣ni臋te. Przez wysokie korony drzew, i roz艂o偶yste, przydro偶ne krzaki nie by艂o nic wida膰, dalej ni偶 na dziesi臋膰 metr贸w. 呕adnego punktu zaczepienia. Dop贸ki droga wiod艂a prosto nie by艂o problemu, ale niestety wkr贸tce napotkali艣my pierwsze rozwidlenie i us艂ysza艂am najstraszniejsze z mo偶liwych pyta艅:
-Gdzie teraz? – zapyta艂 kierowca.
„A sk膮d ja mam wiedzie膰” - pomy艣la艂am lekko spanikowana. Na mapkach, kt贸re wbi艂am sobie do g艂owy nie mog艂am przypomnie膰 sobie 偶adnego rozwidlenia.
Ale nie by艂o rady, trzeba by艂o trzyma膰 fason i strzeli艂am.
- W prawo.
„ Mo偶e dalej b臋dzie co艣 wida膰, najwy偶ej skontrujemy tras臋”. Jednak ku mojej zgryzocie krajobraz si臋 nie zmieni艂, a przed nami pojawi艂o si臋 skrzy偶owanie.
- A teraz? – nie ust臋powa艂 kierowca.
W ci膮gu u艂amka sekundy, przez moja g艂ow臋 przewali艂o si臋 tysi膮ce my艣li.
„Mamy dwudziesty pierwszy wiek, a mi si臋 trafi艂 kierowca bez GPSu !!! Gdzie teraz, co robi膰? We藕 si臋 w gar艣膰 dziewczyno! Dobra, ta trasa na prawo wygl膮da jak trasa wylotowa, chocia偶… By艂o w prawo, to teraz pojedziemy…
-W lewo- stwierdzi艂am sil膮c si臋 na to, jakbym miejscowo艣膰 odwiedza艂a setki razy.
Niemal spad艂am z fotela, kiedy tu偶 za zakr臋tem zobaczy艂am parking. Ko艂o parkingu p艂yn臋艂a rzeczka i ju偶 wiedzia艂am gdzie jestem.
Dopiero po powrocie, u艣wiadomi艂am sobie przegl膮daj膮c materia艂y (ju偶 na spokojnie, bez presji), 偶e miejscowo艣膰 jest tak u艂o偶ona, 偶e nawet jakbym skr臋ci艂a na pierwszym rozwidleniu w lewo to i tak bym dojecha艂a na miejsce. Po prostu zjad艂 mnie stres. Ale... Jako艣 trzeba zdoby膰 do艣wiadczenie.
Nasz przyjaciel powtarza艂 w takich sytuacjach: ”Pilot nigdy si臋 nie gubi! On zawsze wie gdzie jest, chocia偶 nie zawsze jest to miejsce, do kt贸rego pragn膮艂 dotrze膰”. I jak tu si臋 nie zgodzi膰…

Lista obecno艣ci.



Zmor膮 ka偶dego opiekuna wycieczki szkolnej jest liczenie, czy wszyscy uczestnicy znale藕li si臋 w autokarze, po postojach po zwiedzaniu i innych punktach programu. Jako, 偶e zawsze by艂em (podobnie jak J.I. Kraszewski) s艂aby z matematyki, zawsze przerzucam ten ci臋偶ar na nauczycielki, lub opiekunki. Inaczej rzecz si臋 ma kiedy jedziemy z doros艂ymi. No przecie偶 偶aden z pilot贸w nie b臋dzie robi艂 „obciachu” i liczy艂, by艂o, nie by艂o doros艂ych ludzi.
Zawsze pytamy czy wszyscy ju偶 dotarli i czy wszyscy s膮 w autokarze. Jednak w艣r贸d pilot贸w wycieczek opowiadane jest takie oto zdarzenie:
Jeden z naszych koleg贸w otrzyma艂 zlecenie na wycieczk臋 z grup膮 emeryt贸w z rodzinami. Czyli wiele par ma艂偶e艅skich znalaz艂o si臋 w jednym autokarze, na jednym wyje藕dzie. Wszystko przebiega艂o bez specjalnych k艂opot贸w, do czasu zwiedzania jednego z miast na trasie wycieczki. Po powrocie wszyscy zajmuj膮 swoje miejsca. Nast臋puje chwilka ciszy i pilot przez mikrofon pyta standardowo:
- „Prosz臋 zobaczy膰 czy nikomu, nikogo nie brakuje”
Chodzi艂o oczywi艣cie o wsp贸艂pasa偶er贸w podr贸偶y, czyli przewa偶nie ma艂偶onk臋, lub ma艂偶onka.
Cisza, jak po 艣mierci organisty w ko艣ciele. Pilot zatem uzna艂, 偶e wszyscy s膮 i da艂 polecenie wyjazdu.
Min臋艂o jakie艣 sto kilometr贸w, kiedy do pilota podszed艂 starszy pan i zakomunikowa艂 pilotowi:
- „Prosz臋 pana, nie ma w autokarze mojej 偶ony”.
- „Przecie偶 pyta艂em czy nikogo, nikomu nie brakuje” - rzuca zdenerwowany pilot.
- „Wie pan, mnie jej tam nie brakuje, ale tak naprawd臋 to jej nie ma.” – ripostuje pasa偶er.

Od momentu us艂yszenia owej anegdoty, nigdy nie zadaj臋 tak nieszcz臋艣liwego pytania, przy „sprawdzaniu listy obecno艣ci”





niedziela, 10 lutego 2013

I jak tu nie kocha膰....



Ruszyli艣my. Wspania艂a pogoda, cudownie zapowiadaj膮ca si臋 trasa z mn贸stwem zabytk贸w, a co najwa偶niejsze pi臋膰 wspania艂ych dni w trasie. Grupa w autokarze „uzbrojona” w dobry humor, wi臋c nic tylko jecha膰. Jako, 偶e by艂 to tzw. „d艂ugi weekend” mo偶na by艂o sobie pozwoli膰 na przejechanie prawie dw贸ch tysi臋cy kilometr贸w. Ka偶dego dnia nocleg by艂 przewidziany w innym miejscu, a co za tym idzie r贸wnie偶 obiad w pi臋ciu r贸偶nych miejscach.
Pierwszego dnia zasiadamy do obiadu,  podana zosta艂a zupa. Zagl膮damy ciekawie do wazy z zup膮: pomidor贸wka z kluseczkami kusi swym zapachem nozdrza. Zjedli艣my szybko i czekamy na drugie danie. Kelnerzy wnosz膮 p贸艂miski: file z kurczaka, ziemniaczki i zestaw sur贸wek. Mniamu艣no艣膰, jak mawia艂 Pasibrzuch, w jednej z kresk贸wek dla dzieci..
Dzie艅 drugi. Wspania艂a restauracja, kolejny obiad i zn贸w ciekawie patrzymy do wazy z zup膮: pomidor贸wka z kluseczkami 艂askocze nozdrza, na drugie: file z kurczaka, ziemniaki i zestaw sur贸wek.
Dzie艅 trzeci. Zm臋czeni po trudach zwiedzania lokujemy si臋 za sto艂ami kolejnej restauracji, w kolejnym mie艣cie. Wnosz膮 zup臋 w wazach, moi towarzysze przy stoliku, nota bene 艣wietni kierowcy, tym razem ju偶 bez zagl膮dania prorokuj膮: pomidor贸wka z kluseczkami, zgadza si臋. Na drugie kierowcy zgaduj膮: filet z kurczaka, ziemniaki i zestaw sur贸wek, r贸wnie偶 si臋 zgadza.
Dzie艅 czwarty i pi膮ty, je艣li chodzi o menu, wygl膮da艂 tak samo. Podejrzewa膰 zacz臋li艣my, 偶e pomidor贸wka jest produktem regionalnym i dlatego tak cz臋sto zjawia si臋 na obiad. Nie mieli艣my tylko wyt艂umaczenia na filet z kurczaka, ziemniaki i zestaw sur贸wek. Koledzy kierowcy stwierdzili kr贸tko:
- „To chyba zestaw obowi膮zkowy, bo pewnie bij膮 si臋 o z艂ot膮 patelni臋”.
Jako艣 prze偶yli艣my ow膮 pomidor贸wk臋, ten nie艣miertelny „zestaw obowi膮zkowy”, czyli filet kurczaka, ziemniaczki i zestaw sur贸wek, bo jak powiadaj膮 g艂贸d jest najlepszym kucharzem.

Po zako艅czonym wyje藕dzie w 艣wietnym humorze wracam do domu na troszk臋 sp贸藕niony obiad. W progu wita mnie moja ma艂偶onka i od razu o艣wiadcza:
- „Kochanie specjalnie dla ciebie zrobi艂am pomidor贸wk臋, filet z kurczaczka, pyszne ziemniaczki i zestaw sur贸weczek”.

I jak mam nie kocha膰 mojej 偶ony?



I jak tu nie kocha膰 pomidor贸wki?




sobota, 9 lutego 2013

Oczywisto艣膰 nieoczywista



Tak, tak… 艢wiat si臋 zmienia. Przychodz膮 nowe pokolenia, a my…No c贸偶, przestajemy z wiekiem by膰 „na czasie”. ( A mo偶e to „obciach” tak pisa膰?). To, co interesowa艂o nas, nie koniecznie interesuje m艂odzie偶. Ba! To, co my uznajemy za oczywiste, nie jest oczywiste dla nich. Nie wolno o tym zapomina膰 przy oprowadzaniu, bo zrobi si臋 niezr臋cznie.
-Moi drodzy! W tej kamienicy, przed kt贸r膮 stoimy, wychowa艂a si臋 Beata Kozidrak.
-?
-No wiecie, wokalistka Bajmu.
-?
-Szklanka wody, My艣li i s艂owa, Nie ma wody na pustyni?
-?
-W telewizji cz臋sto lec膮. Praktycznie s膮 na ka偶dej imprezie transmitowanej przez r贸偶ne stacj臋.
-?
-?
-?
-O! A tu mamy drzewo oliwne. Jak sami wiecie...
A w my艣lach: „Ciekawe czy chocia偶 o oliwkach s艂yszeli!”







Zrozum bli藕niego swego...



Sezon wiosenny poma艂u dobiega艂 ko艅ca. Wycieczki szkolne ju偶 dawno si臋 sko艅czy艂y i tylko jakie艣 niedobitki wycieczek tzw. „zak艂adowych” sennie posuwaj膮 si臋 po mie艣cie, pod wodz膮 przewodnik贸w. W艂a艣nie zajecha艂 kolejny autokar. Po rejestracji widz臋 艢l膮sk, czyli moja grupa. 
Witam si臋 z grup膮 i proponuj臋 przej艣cie schodami pod zamek. Id膮, ale twarze jakie艣 takie szare, bez wyrazu, mo偶e odurzy艂o ich czyste powietrze wschodniej Polski... Wreszcie sapi膮c, jak lokomotywy doszli na szczyt schod贸w, wi臋c 偶eby rozrusza膰 troszk臋 moich go艣ci, rzuci艂em od niechcenia 偶arcik. 呕adnej reakcji. Zdziwi艂em si臋 wywo艂ywa艂 on zazwyczaj salw臋 艣miechu, a tu twarze „zombie”. Przy mo艣cie rzuci艂em kolejny 偶art, tym razem „z innej beczki”. To samo-„zombie” patrz膮 przed siebie, bez 偶adnej reakcji.
Uff, co艣 ze mn膮 nie tak, czy 偶arty niestosowne? Przechodzimy przez bram臋 miejsk膮, moje „zombie” ujrza艂y ogr贸dek piwny i.... pojawi艂y si臋 pierwsze odruchy 偶ycia: j臋zyki powoli wysuwa艂y si臋 z ust, suche, jak papier i chowa艂y si臋 z trudno艣ci膮, wydaj膮c przy tym cichy odg艂os mlaskania. No c贸偶, zarz膮dzi艂em 20 minutow膮 przerw臋. Ruszyli przed siebie i z trudem dotarli do ogr贸dka, po czym z zapa艂em przyssali si臋, jak glonojady, do szk艂a wype艂nionego z艂ocistym p艂ynem.
Po kilku dos艂ownie minutach, od stolika oderwa艂 si臋 i pod膮偶a艂 do mnie „kierownik wycieczki”, ale jak偶e odmieniony! B艂yszcz膮ce oczy, u艣miech na twarzy i jowialnym g艂osem zwraca si臋 do mnie:
- „Szefie, teraz jeszcze raz pod zamek i powiedz pan to wszystko jeszcze raz....”
No c贸偶, okaza艂o si臋 , 偶e na Lubelszczy藕nie s膮 trzeci dzie艅 i maj膮 „bardzo intensywny program wycieczki”.
Oczywi艣cie ze zrozumieniem potakn膮艂em g艂ow膮, wszak trzeba rozumie膰 bli藕niego swego.

czwartek, 7 lutego 2013

Pilot zawsze wie gdzie jest...



M贸wi膮: nie ma ludzi nieomylnych. Inni powiadaj膮, tylko ten si臋 nie myli, kto nic nie robi, wtedy m贸j kolega zawsze dodawa艂 – wi臋c ty nie mo偶esz si臋 pomyli膰. 艢mieszne, bardzo 艣mieszne. Jednak do rzeczy. Chcia艂em powiedzie膰 o trudnej sztuce znalezienia w艂a艣ciwej drogi. Przed ka偶dym wyjazdem, zw艂aszcza tym na d艂u偶sz膮 tras臋, ca艂e godziny sp臋dzamy nad mapami studiuj膮c najr贸偶niejsze wersje dojazdu, charakterystyczne punkty oraz mo偶liwe postoje. Czasem nawet zerkamy do internetu, 偶eby sobie przypomnie膰 szczeg贸艂y, kt贸re mog膮 nam pom贸c w spokojnym odbywaniu podr贸偶y i zapewnienie ca艂kowitego bezpiecze艅stwa naszym podopiecznym.
S膮 jednak trasy kt贸re powtarzamy kilka, b膮d藕 kilkana艣cie razy w miesi膮cu (tak, tak – kilkana艣cie razy w miesi膮cu), to przewa偶nie wycieczki jednodniowe. Bardzo lubi臋 t臋 form臋 pracy, bowiem zawsze wieczorem mog臋 liczy膰 na wypoczynek w domowych pieleszach. 
Kiedy艣 (w zesz艂ym sezonie) jecha艂em z grup膮 kolejny raz, do starego, pi臋knego Sandomierza. Zatrzymali艣my si臋 na parkingu tu偶 przed mostem na Wi艣le. W tym czasie nawi膮za艂em bardzo mi艂膮 rozmow臋 z kierowc膮 na tematy kulinarne, jako 偶e obaj uwielbiamy gotowa膰 i pitrasi膰. Przerwa w podr贸偶y dobieg艂a ko艅ca i grupa usadowi艂a si臋 wygodnie w autobusie i ruszyli艣my. Tu偶 zaraz za mostem jest rozjazd: jedna droga, ta prosto, prowadzi w kierunku Kielc, druga za艣, ta w lewo, w kierunku Sandomierza. W艂a艣nie roztrz膮sali艣my problem grillowania pstr膮ga t臋czowego i ...... tak jest przejechali艣my 贸w zjazd. Szybko po艂apali艣my si臋 w sytuacji jednak postanowili艣my pojecha膰 inn膮 drog膮 (bo i taka mo偶liwo艣膰 istnia艂a). Widzia艂em co prawda zdziwione oczy niekt贸rych uczestnik贸w, 偶e nie skr臋cili艣my tam gdzie zwykle si臋 to robi, ale chc膮c uratowa膰 swoj膮 reputacj臋 jechali艣my dalej. Do Sandomierza wje偶d偶ali艣my z g贸rki i wtedy jak na zam贸wienie, pi臋knie zaprezentowa艂a si臋 bry艂a tego pi臋knego miasta, o艣wietlona promieniami prawie letniego s艂o艅ca. Zobaczywszy 贸w widok powiedzia艂em”
- „Wybra艂em dla Pa艅stwa w艂a艣nie ten wjazd do miasta, 偶eby艣cie mogli podziwia膰 go z tak, ma艂o znanej perspektywy”
Wszyscy byli pe艂ni uznania dla mojego „znawstwa” tematu i ch臋ci zapewnienia jak najwi臋kszych wra偶e艅.
Mnie za艣 przypomnia艂y si臋 s艂owa mojego przyjaciela, kt贸ry w takich sytuacjach mawia艂:
- „Pami臋taj, przewodnik, czy pilot nigdy si臋 nie gubi, on zawsze wie, gdzie jest, chocia偶 nie zawsze jest to miejsce do kt贸rego pod膮偶a艂.”
Oj, 艣wi臋ta prawda....

Mo偶na? Mo偶na!



S膮 pewne rzeczy na niebie i ziemi, kt贸re si臋 filozofom nie 艣ni艂y. A mo偶e 艣ni艂y, tylko w rozumkach nas, szaraczk贸w, pewne sprawy si臋 nie mieszcz膮. Ot, na przyk艂ad!
Wycieczka do jednego z naszych wschodnich s膮siad贸w. Dodam tylko, bo to wa偶ne, 偶e jest to wyjazd szkoleniowy. Grupa adept贸w sztuki pilockiej, pod opiek膮 starszych do艣wiadczonych koleg贸w, co to „nie takie rzeczy widzieli”. Kraina, do kt贸rej nas zap臋dzi艂o, jest do艣膰 rzadko odwiedzana, a szkoda. Jeste艣my w jednym z wi臋kszych miast i przeszukujemy uliczki w poszukiwaniu zabytk贸w, kt贸rych, nota bene, niewiele zosta艂o. Jeszcze! Ale nie uprzedzajmy fakt贸w.
W ko艅cu, na li艣cie zabytk贸w do obejrzenia przyszed艂 czas na ruiny starego, 艣redniowiecznego zamku. Ruszyli艣my, wi臋c kr臋tymi ulicami w poszukiwaniu owej „kupy kamieni”. Szukamy, szukamy…Nie ma! Fakt, 偶e niewiele ich zosta艂o, ale bez przesady. W zesz艂ym roku by艂y. Wszyscy zg艂upieli. Na placu, na kt贸rym wed艂ug planu powinny sta膰 ruiny, rozgl膮dali艣my si臋 zdezorientowani dooko艂a, chodz膮c w t膮 i z powrotem.
Dopiero po d艂u偶szej chwili dotar艂o do nas, 偶e ta 艣ciana po drugiej stronie ulicy, zbudowana z czerwonej ceg艂y jest owymi, poszukiwanymi ruinami. Fakt, 偶e da si臋 odbudowa膰 艣redniowieczne zamczysko w rok (!!!), by艂 tak absurdalny, 偶e nikomu nie mie艣ci艂o si臋 to w g艂owie. Nawet pilotom z kilkunastoletnim do艣wiadczeniem. Ale s膮 przecie偶 rzeczy na niebie i ziemi, kt贸re si臋  pilotom wycieczek nie 艣ni艂y…