poniedzia艂ek, 25 marca 2013

Jak opowiadanie sta艂o si臋 rzeczywisto艣ci膮.


Kiedy zejd膮 si臋 przewodnicy, natychmiast zaczynaj膮 si臋 opowie艣ci z ich 偶ycia zawodowego. Przyznaj臋 czasami robi si臋 taki rejwach, jak na jarmarku na lubelskich Korcach, ale nic to. Ostatnio spotka艂em si臋 z kole偶ank膮 i oczywi艣cie zaraz zacz臋艂y si臋 opowie艣ci. Jednak jej opowie艣膰 przyku艂a moj膮 uwag臋 i chcia艂bym j膮 tu przytoczy膰.
Ot贸偶 rzecz dzia艂a si臋 w bazylice mniejszej Ojc贸w Dominikan贸w. Ko艣ci贸艂 pokrywa艂 p贸艂mrok, co wszystkim elementom dekoracji renesansowo – barokowej nadawa艂o szczeg贸lnego wygl膮du i tajemniczo艣ci. Kole偶anka w艂a艣nie snu艂a opowie艣膰 o ojcu Pawle Ruszlu, jego pracy i dzia艂alno艣ci, potem opowiedzia艂a o tajemniczym znikni臋ciu jego cia艂a wraz z trumn膮 sprzed o艂tarza g艂贸wnego w nocy. Dzieciaczki, kt贸re s艂ucha艂y owej historii, uleg艂y czarowi opowie艣ci, nastrojowi tajemniczo艣ci spot臋gowanemu owym p贸艂mrokiem i rze藕bom na o艂tarzach bocznych, spogl膮daj膮cym na przybysz贸w. W ciszy ko艣cio艂a brzmia艂y s艂owa kole偶anki, kt贸ra m贸wi艂a o tym, jak w czasie zabor贸w, kiedy 艣wi膮tynia opanowana by艂a przez wojska carskie zacz臋艂y si臋 dzia膰 dziwne rzeczy. Ci kt贸rzy nieopatrznie zjawili si臋 w tym miejscu p贸藕nym wieczorem, po zapadni臋ciu zmroku, mogli dostrzec posta膰 dominikanina w bia艂ym habicie w臋druj膮cego po  nawach ko艣cio艂a. Zd膮偶y艂a wypowiedzie膰 te s艂owa, kiedy z zakrystii wysz艂a posta膰 odziana w bia艂y habit, prawie bezszelestnie zbli偶y艂a si臋 do grupy s艂uchaj膮cych dzieciaczk贸w, by przej艣膰 do stoj膮cego w ciemnej kaplicy konfesjona艂u.
Dzieciaki sta艂y jak wryte, niekt贸re nawet wstrzyma艂y oddech i wszystkie by艂y przekonane, 偶e w艂a艣nie widz膮 posta膰 ojca Paw艂a Ruszla, b艂膮dz膮cego jak wieki temu po zakamarkach 艣wi膮tyni.
Zupe艂nie przypadkowe zdarzenie pozostawi艂o w pami臋ci tych m艂odych turyst贸w niezapomniane wra偶enie. Ja dodam od siebie jedno: Lublin to zaczarowane miasto, tutaj wiele si臋 mo偶e wydarzy膰. 



sobota, 23 marca 2013

Garniator


Garniator...
Mali tury艣ci zadaj膮 duuuuuuuuuuuu偶o pyta艅, ale te偶 ciekawie na niekt贸re odpowiadaj膮. Razu pewnego spacerowa艂am z takimi maluchami po Starym Mie艣cie i tak sobie rozmawiali艣my, jak to dawno, dawno temu 偶y艂o si臋 w Lublinie... Opowiada艂am w艂a艣nie jak to kolorowo na naszych lubelskich jarmarkach bywa艂o, jakie to pi臋kne materia艂y sprzedawano na rynku, jakie pi臋kne z tych materia艂a艂贸w panie szy艂y sobie suknie... Dzieci bawi艂y si臋 dobrze, wymy艣la艂y kreacje dla siebie, wybiera艂y kolory... „To jak my艣licie kto szy艂 te pi臋kne suknie?” - zapyta艂am. Hm, hm, hm... „To ja wam podpowiem – Jak tata chcia艂by uszy膰 sobie garnitur, to do kogo p贸jdzie?”. „Do... GARNIATORA” - krzykn膮艂 zadowolony ma艂y ch艂opiec!
Ps. Tak sobie p贸藕niej my艣la艂am, 偶e te偶 wsztrzeli艂am si臋 w dzisiejsze czasy z tym pytaniem:)


czwartek, 21 marca 2013

Kierowca, pilot i ...GPS

Kt贸rego艣 dnia w trakcie wycieczki kierowca opowiedzia艂 mi takie zdarzenie:
- Wiesz… Dosta艂em niedawnoezlecenie na jednodniowa wycieczk臋 do Ba艂towa. S艂ysza艂e艣 o tym Jura Parku?
- No, tak. Jura park w Ba艂towie znane miejsce. By艂em tam w zesz艂ym roku na obje藕dzie po 艣wi臋tokrzyskim.
- W艂a艣nie, spotykamy si臋 rano, przychodzi pilot, dzieciaki, nauczyciele. Wszyscy wpakowali si臋 do autokaru. No to nastawi艂am GPS na Ba艂t贸w i ruszyli艣my. Nawet nie jechali艣my daleko. Nieca艂a godzina i byli艣my na miejscu.
-Godzina? Tam si臋 jedzie troch臋 d艂u偶ej.
-Ano godzina. Zaje偶d偶amy i okaza艂o si臋, 偶e to jaka艣 dziura. Nie by艂o 偶adnych oznacze艅 gdzie do tego parku dojecha膰…
-?
- …Zatrzymywali艣my si臋 i ten pilot zacz膮艂 si臋 dopytywa膰 miejscowych, gdzie to jest. Nikt nic nie wiedzia艂. Zacz臋li艣my si臋 zastanawia膰, o co chodzi. Nauczycielki zacz臋艂y si臋 dopytywa膰, o co chodzi. I wtedy sprawdzi艂em na mapie.
-?
- No i, s艂uchaj, okaza艂o si臋, 偶e owszem do Ba艂towa dojechali艣my… Ale w wojew贸dztwie lubelskim!
- Ha, ha! I 偶aden z was si臋 nie zorientowa艂?
- A ni ja, ani on. Nauczycielki, to my艣la艂em, 偶e nas zjedz膮.

Taaak… Nie ma to, jak dobre przygotowana trasa…Tradycyjnie, z map膮 w r臋ku.


wtorek, 19 marca 2013

Podr贸偶e kszta艂c膮...


Kiedy w czasach swojej m艂odo艣ci spotyka艂em si臋 jako wycieczkowicz z przewodnikami, wtedy zawsze przed oczami mia艂em wspania艂a kreacj臋 pani Aliny Janowskiej, jako przewodniczki malborskiej w filmie „Pan Samochodzik i Templariusze”.
Pani Alina w doskona艂y spos贸b przedstawi艂a wielce znudzon膮 i zm臋czon膮 przewodniczk臋 w 艣rodku sezonu turystycznego, kt贸rej myl膮 si臋 ilo艣ci os贸b w grupie i opowiada ca艂膮 histori臋 tak szybko i beznami臋tnie, by jak najszybciej zako艅czy膰 pobyt z grup膮, bo nied艂ugo zamykaj膮 muzeum, a ona uda si臋 wreszcie na zas艂u偶ony odpoczynek do domu. D艂ugi czas my艣la艂em, 偶e ca艂a ta kreacja stworzona zosta艂a na potrzeby filmu. Do czasu jednak.
Oto uda艂em si臋 na swoj膮 rodzinn膮 ziemi臋, jako pilot wycieczki m艂odzie偶owej (dzieci z klasy VI szko艂y podstawowej) i w planie mieli艣my zwiedzanie sk膮d inn膮 艣licznego pa艂acu tu偶, tu偶 po konserwacji. Bardzo si臋 ucieszy艂em, bowiem po pierwsze lubi臋 takie rzeczy, po drugie pierwszy raz mog艂em zajrze膰 tam do 艣rodka. Przybyli艣my przed wej艣cie do pa艂acu i tam przywita艂a nas ca艂kiem m艂oda os贸bka pani przewodniczki. Ucieszy艂em si臋, bo pomy艣la艂em, je艣li m艂oda pewnie ciekawie opowiada. Nie zd膮偶y艂em doko艅czy膰 my艣li kiedy us艂ysza艂em:

- „Znajdujemysi臋przedpa艂acemnadportalemdziewczynananied藕wiedziukt贸rasymbolizuje....”

Dos艂ownie jak ciurkaj膮ca z kranu woda, albo nastawiona na troszk臋 szybsze obroty p艂yta, kt贸rej nie spos贸b zatrzyma膰. Natychmiast przed oczami wyobra藕ni ujrza艂em posta膰 pani Aliny w s艂omkowym kapeluszu i ciemnych okularach we wspomnianym wy偶ej filmie. Prawd臋 powiedziawszy szcz臋ka mi opad艂a i tak pozosta艂em kilka minut, w czasie kt贸rych to moja grupa znikn臋艂a wyd艂u偶onym k艂usem w czelu艣ciach pa艂acu. Pozosta艂em tak oniemia艂y, a偶 wreszcie postanowi艂em wykorzysta膰 ten moment na kaw臋. zd膮偶y艂em j膮 zam贸wi膰 i otrzyma膰 do stolika, kiedy w艂a艣nie pani przewodnik zako艅czy艂a „oprowadzanie” i znikn臋艂a tak cicho jak si臋 pojawi艂a.
Tylko dzieci pyta艂y si臋 mnie p贸藕niej w autokarze:

- „Prosz臋 pana, a co to by艂a za pani, co nas po tym pa艂acu tak goni艂a?”

Postanowi艂em sobie w duszy: nigdy, przenigdy nie b臋d臋 odwala艂 takiej cha艂tury, bo to poni偶ej naszej lubelskiej przewodnickiej godno艣ci.


niedziela, 17 marca 2013

Strze偶onego, Pan B贸g strze偶e...Spokoju



Cz臋sto, kiedy grupa jest ju偶 wprowadzona w dobry nastr贸j, przestaje „ba膰 si臋” przewodnika. Zaczynaj膮 wtedy zadawa膰 pytania, niekoniecznie ju偶 zwi膮zane z zabytkami czy histori膮. Bardzo cz臋sto dopytuj膮 si臋 czy pracuje tylko jako przewodnik, kim jestem z wykszta艂cenie i gdzie w takim razie pracuj臋. Pytania o moj膮 prac臋, s膮 dla mnie bardzo niezr臋czne. Na co dzie艅 pracuje w wielkiej firmie, posiadaj膮c膮 ponad 15 milion贸w klient贸w i ka偶dy mia艂, ma, b膮d藕 b臋dzie mai艂a co艣 z ni膮 wsp贸lnego. I o ile s膮 to dobre do艣wiadczenia, to p贸艂 biedy. Gorzej, je艣li do艣wiadczenia s膮 z艂e. I cho膰 "偶adna praca nie ha艅bi", na takie pytania odpowiadam wymijaj膮co. M贸wi臋, 偶e jako przewodnik pracuj臋 tylko dla przyjemno艣ci, natomiast, na co dzie艅 pracuj臋 w wielkiej firmie, ale nie powiem jakiej, gdy偶 pracuj臋 w dziale p艂atno艣ci. A poniewa偶, wszyscy s膮 ju偶 w dobrym nastroju, wi臋c przyjmuj膮 to jako 偶art i temat si臋 ko艅czy. Mo偶e komu艣 wydawa膰 si臋 to niegrzeczne, ale zaraz zrozumiecie, dlaczego tak robi臋.

Pewnego dnia, kierownictwo mojej firmy, podj臋艂o nie do ko艅ca przemy艣lana decyzj臋. W efekcie klienci zostali postawieni w niezbyt komfortowej sytuacji. Trzeba by艂o ca艂膮 spraw臋 odkr臋ca膰, ale nara偶a艂o to klient贸w na niedogodno艣ci, a nas pracownik贸w na mn贸stwo dodatkowe pracy i stresu. Tak si臋 z艂o偶y艂o, 偶e by艂 艣rodek sezonu i nasze miasto odwiedza艂o mn贸stwo turyst贸w. Ja r贸wnie偶 sporo oprowadza艂am. Trafi艂a mi si臋 pewna weso艂a grupa i zacz臋li艣my zwiedzanie miasta. Ju偶 po dobrych dw贸ch godzinach, pad艂o to straszne pytanie:
-A pani to pracuje g艂贸wnie jako przewodnik?
Odpowiedz by艂a standardowa. Kilka os贸b wys艂a艂o do mnie porozumiewawczy u艣miech (bo przecie偶 ka偶dy kto pracuje ma nad sob膮 szefa) i poszli艣my dalej. Akurat czeka艂a nas „d艂uga prosta”, bez przystank贸w, wi臋c ludzie zacz臋li rozmawia膰 ze sob膮 na r贸偶ne tematy. I wtedy us艂ysza艂am za sob膮 jednego z "moich" turyst贸w:
-A wiesz Zdzisiu, 偶e te s… to mi zafundowali ( tu poda艂 nazw臋, owej „nieprzemy艣lanej decyzji kierownictwa”). Wiesz, co ja przez to mia艂em? A tu mi jeszcze bezczelnie p..baba (…) Jakbym dorwa艂 takiego s…, jednego z drugim, to bym mu nogi…
-A ja mia艂em s艂uchaj t膮 sam膮 sytuacje…Te oszusty, z艂odzieje…
I tak przez ca艂膮 drog臋.

Mia艂am wielk膮 ochot臋 uciec w pierwsz膮 lepsz膮 uliczk臋. Ale tylko zacisn臋艂am z臋by, modl膮c si臋, 偶eby wycieczka sko艅czy艂a si臋 jak najszybciej. A przy okazji, gratuluj膮c sobie przezorno艣ci.




pi膮tek, 15 marca 2013

Czy jedzie z nami pilot?

Czy jedzie z nami pilot?
Pierwszej wycieczki nie zapomina si臋... By艂o to kilka lat temu. Nied艂ugo po zdanym pilockim egzaminie, mia艂am pojecha膰 na wycieczk臋! Nie powiem, trudno by艂o znale藕膰 biuro, kt贸re zaufa i przyjmie bez do艣wiadczenia (przecie偶 kiedy艣 trzeba zacz膮膰!). Jednak znalaz艂am! Wycieczka integracyjna – pilota偶 grupki doros艂ych z pewnej du偶ej firmy. Kierunek – Bieszczady. 
Plan by艂 taki: Jedziemy na dwa autokary. Jeden pilotuje ja, drugi inny pilot. Wyje偶d偶amy jednak razem, jednym autokarem z Lublina, zatrzymujemy si臋 na parkingu w Rzeszowie, a tam ma czeka膰 (!) na mnie ju偶 drugi autokar, z „moj膮 cz臋艣ci膮 grupy”, kt贸r膮 mam pilotowa膰 kilka dni po Bieszczadach... 
Nadszed艂 m贸j wielki dzie艅 – wyje偶d偶amy z Lublina, doje偶d偶amy do Rzeszowa przed czasem, robimy grupie post贸j i czekamy na m贸j autokar. Czekamy, czekamy, czekaaaamy, nie ma... Dzwoni臋 do kierowcy: „ Dzie艅 dobry! Jestem pilotem wycieczki dadadadada, prosz臋 mi powiedzie膰 kiedy dojedzie Pan do Rzeszowa?:)”. „Do Reszowa – rzecze zadziwiony kierowca – Ja ju偶 do Sanoka doje偶d偶am!”. „YYYYY, EEEE, YYYYY... Jak to? Mia艂 mnie Pan zabra膰 w Rzeszowie!”. „Tak? Oj widzi Pani – wczoraj zamieni艂em si臋 z koleg膮, to On mia艂 jecha膰, ale nie m贸g艂, no i nic mi nie powiedzia艂, ze Pani w Rzeszowie b臋dzie. Nie wiedzia艂em... to mo偶e, mo偶e zaczekamy na Pani膮 w Sanoku?”. „Mo偶e? ...”. C贸偶 – wiele zagadnie艅 omawiali艣my na kursie pilockim. Co zrobi膰 gdy mikrofon nie dzia艂a? Co zrobi膰 kiedy turysta si臋 sp贸藕nia? Co zrobi膰.. Co zrobi膰... Jednak nikt nie m贸wi艂 – Co zrobi膰, kiedy kierowca uprowadza Ci grup臋:)

... rowerowy

Czasami gdy si臋 chce om贸wi膰 infrastruktur臋 turystyczn膮 kr贸tko i soczy艣cie, na usta ci艣nie si臋:
"A niech to szlaK...!"
A te bywaj膮 znakowane przy pomocy tabliczek i ... ciemniejszego koloru trawy (do pasa niemal si臋gaj膮cej).




poniedzia艂ek, 11 marca 2013

Strach ma wielkie oczy.

Kiedy艣 do艣膰 dawno temu, zadzwoni艂a moja 贸wczesna szefowa. kt贸ra rozdziela艂a wycieczki przewodnikom i tak do mnie m贸wi:
- „We藕miesz grup臋, kt贸rej nikt nie chce?”
Jako 偶e znalaz艂em si臋 na贸wczas w do艣膰 kiepskiej kondycji finansowej to m贸wi臋 jej:
- „Jasne, co b臋dzie to b臋dzie.”
Kiedy otrzyma艂em zlecenie, szefowa u艣wiadomi艂a mnie, 偶e to jest grupa pracownik贸w Biblioteki G艂贸wnej ze stolicy. W tym momencie przesta艂em si臋 dziwi膰, 偶e jej nikt nie chcia艂, pewnie maj膮 wiedzy ze trzy razy wi臋cej ni偶 my, siedz膮c w ksi臋gach wszelakich. No, to b臋dzie ci臋偶ko – pomy艣la艂em sobie, ale jak mawia jeden z moich koleg贸w: „przewodnik t nie komandos, on musi sobie da膰 rad臋”, poszed艂em do domu przygotowa膰 si臋 solidnie do przyj臋cia tej grupy. Przewertowa艂em wszystkie notatki, wszystkie dost臋pne przewodniki i ostatnie dane statystyczne dotycz膮ce ludno艣ci i bezrobocia. Wreszcie uzna艂em, 偶e jestem ju偶 przygotowany.
W ustalonym dniu przyby艂em na miejsce spotkania, oczywi艣cie p贸艂 godziny przed ich przyjazdem, by jeszcze sobie przejrze膰 ostatni raz najwa偶niejsze informacje o mie艣cie. Wreszcie przyjechali. Z autokaru wysypa艂a si臋 grupa m艂odych roze艣mianych ludzi. Przyj膮艂em ich godnie, zaczynaj膮c od uchylenia kapelusza i kiedy ju偶 dotarli艣my na szczyt schod贸w zamkowych, nie艣mia艂o zapyta艂em sk膮d przybywaj膮 (tak jakbym nie wiedzia艂) i jak膮 firm臋 reprezentuj膮. Kierownik grupy udzieli艂 mi odpowiedzi, 偶e s膮 ze stolicy i owszem z Biblioteki G艂贸wnej, ale Rolniczej...
Odetchn膮艂em, czego艣 mnie jednak na tym ogrodnictwie nauczyli, wi臋c ca艂a reszta czasu przeznaczonego na zwiedzanie przesz艂a mi艂o, przeplatana wymian膮 informacji na temat ro艣linno艣ci i upraw.
Jak powiada stare przys艂owie:
„Strach ma wielkie oczy, ale zatwardzenie jeszcze wi臋ksze”.



Jak czarcia 艂apa ludzi zmieni艂a.


Najtrudniejsze do oprowadzania s膮 zorganizowane wycieczki biznesmen贸w.
Pewnie kto艣 zaraz zapyta dlaczego? Ano tacy biznesmeni w czasie wycieczki wygl膮daj膮 nast臋puj膮co: 
ciemny garnitur koszula pod krawatem, w przypadku kobiet garsonka i szpilki, no i w jednej r臋ce teczka z dokumentami, w drugiej za艣 druga teczka z laptopem. 
Oczy utkwione przed siebie nieruchomo, my艣li b艂膮dz膮ce ko艂o kolejnego pomys艂u na zarobienie pieni臋dzy i stanie si臋 cz艂owiekiem miesi膮ca dla firmy...
呕eby艣my nie wiem co robili, to i tak nasze opowiadania trafiaj膮 w „wat臋” oboj臋tno艣ci. 
Przecie偶 oni wszystko wiedz膮, wszystko widzieli, a to 偶e uczestnicz膮 w tej wycieczce to zwyk艂a zawodowa uprzejmo艣膰, wobec swoich szef贸w, kt贸rzy im to przygotowali.
Postanowi艂em si臋 jednak nie poddawa膰. Na mur oboj臋tno艣ci, natrafi艂em ju偶 w zamku, w naszym muzeum, ale z wrodzonej ciekawo艣ci uczyni艂em drugie postanowienie: zrobi膰 eksperyment. 
Ot贸偶, kiedy grupa karnie pod膮偶y艂a za mn膮 na pi臋tro, ustawi艂em ich tak, 偶eby mogli ogl膮da膰 wy艂膮cznie mnie na tle bia艂ej 艣ciany i zacz膮艂em opowie艣膰. Wymy艣li艂em sobie, 偶e bajki to ka偶dy lubi wi臋c opowiada艂em im o s膮dzie diabelskim i z艂ym szlachcicu, co przekupi艂 palestr臋. Zauwa偶y艂em pierwsze oznaki zainteresowania, wszak 艂ap贸wkarstwo, zw艂aszcza takie historyczne, jest jakby tym elementem 偶ycia zawodowego, z kt贸rym mog膮 si臋 niestety spotka膰, cho膰by nie wiem jak nie chcieli. W艂a艣nie doszed艂em do momentu w mej opowie艣ci jak to diab艂y opanowa艂y s膮d lubelski i jak postawi艂y s艂awetn膮 piecz臋膰 w postaci czarciej 艂apy.

- „St贸艂 贸w zachowa艂 nam si臋 i zachowa艂a si臋 r贸wnie偶 na nim wypalona czarcia 艂apa, stoi tam!” – rzek艂em z naciskiem i r臋k膮 wskaza艂em olbrzymi mebel stoj膮cy w k膮cie Sali.
- „P贸jd藕cie i obaczcie go przymierzcie mo偶e kt贸ra艣 z waszych 艂apek b臋dzie pasowa艂a...” doda艂em na koniec.

I co?
Hehehehehe. Ruszyli niemal偶e k艂usem do owego sto艂u i... w pewnym momencie zatrzymali si臋 i gruchn臋li szczerym 艣miechem. uda艂o si臋 wyrwa艂em ich z tego letargu, w jakim si臋 znajdowali.
Zaraz po zwiedzeniu muzeum poszli natychmiast do autokaru, zostawili swoje teczki i laptopy i ju偶 z zupe艂nie innym nastawieniem u u艣miechami na twarzach ruszyli na zwiedzanie grodu.

Tak, tak kochani bajki i legendy czyni膰 cuda potrafi膮, spr贸bujcie sami.



sobota, 9 marca 2013

Lubelski kogucik.


Jak膮 si艂臋 i moc maj膮 lubelskie legendy? 
Przekonacie si臋 za chwil臋 sami. Przypad艂a mi kiedy艣 grupa wycieczkowa dziewcz膮t z katolickiego liceum 偶e艅skiego, z jednego z miast po艂udnia Polski. Przyjecha艂y do nas z opiekunem, kt贸rym by艂 ksi膮dz. Dziewcz臋ta bardzo uwa偶nie s艂ucha艂y i zadawa艂y ca艂e mn贸stwo bardzo m膮drych pyta艅. Ju偶 prawie ko艅czyli艣my zwiedzanie i przysz艂a pora na opowie艣ci o Wie偶y Trynitarskiej. Przedstawi艂em ca艂膮 histori臋 owego zabytku i wtedy przysz艂a mi do g艂owy my艣l, 偶eby opowiedzie膰, prawie doros艂ym pannicom, legend臋 o kogutku na wie偶y. Zanim jednak to zrobi艂em, zacytowa艂em wspania艂y wiersz J贸zefa Czechowicza i dopiero kiedy nastr贸j by艂 odpowiedni zacz膮艂em snu膰 legend臋. M贸wi ona za艣 o tym, 偶e je艣li panna i dziewica (ma si臋 rozumie膰 w jednym ciele) przejdzie przez t臋 bram臋 pod wie偶膮, to kogut zakr臋ci si臋 i zapieje. Zrobi艂em smutn膮 min臋 i powiedzia艂em, 偶e jak do tej pory to ja nie s艂ysza艂em, 偶e by kogutek z wie偶y pia艂, po czym zaraz doda艂em:

- „No to co dziewczyny, pr贸bujemy?”

Spojrza艂y po sobie i ruszy艂y w 艣lad za mn膮. Daleko nie uszli艣my. Tu偶, tu偶 przez wej艣ciem w bram臋 zatrzyma艂y si臋 i zacz臋艂y wypycha膰 jedna drug膮, a 偶adna z nich przej艣膰 nie chcia艂a. Ksi膮dz tylko si臋 u艣miechn膮艂 i po cichu do mnie powiedzia艂:

- „Nied艂ugo pierwszy pi膮tek miesi膮ca, to si臋 dopiero nas艂ucham.”

No c贸偶, ka偶dy lubi bajki i legendy, a co dopiero podlotki, ale 偶eby a偶 tak si臋 tym przejmowa膰?...